poniedziałek, 17 grudnia 2012
2. Le Ciel Dans Une Chambre
* tydzień później*
- Nina zbieraj się, za dwie godziny musimy być na lotnisku - moja mama darła się z dołu.
- DOBRA ! - odkrzyknęłam i wyszłam spod ciepłej pościeli. Ubrałam się po czym powłócząc nogami poszłam do mojej łazienki. Rozczesałam moje włosy i odświeżyłam się po czym zeszłam na dół.
- No wreszcie dziecinko, przecież chyba nie chcesz, żeby ominęły cię 2 tygodnie w Brazylii.
- Do tego z piłkarzami - zachichotałam.
- Oj kochanie - rodzicielka pokręciła głową.
- Mam już przecież osiemnaście lat, nawet ponad 3 miesiące temu miałam urodziny !
- Wiem, wiem, mówiłam, że jak skończysz szkołę będzie czas na zajmowanie się chłopakami, ale dziecko co ze studiami ?
- Nic mamo, nie chce studiować.
- Oj córciu - mama pokręciła głową i położyła przede mną grzanki posmarowane Nutellą. Zjadłam je i wróciłam do pokoju, pościeliłam łóżko umyłam zęby i dopakowałam moje dwie walizki, po czym postawiłam je na schodach i zepchnęłam, a sama sprawdziłam pokój, czy mam wszystko i schowałam do kieszeni mój nowy telefon oraz słuchawki i z torbą przewieszoną na ramieniu zbiegłam na dół - Ninka tylko kochanie ty nie odwal tam czegoś w tym Santosie.
- Wiem mamo, będę bardzo grzeczna. Nie mam zamiaru się upić i uprawiać dzikiego sexu z którymś z piłkarzy, chociaż w sumie ich geny są dobre. I ich ciała. Warto wypróbować - mama tylko pokręciła głową i zawołała tatę, żeby mnie odwiózł. Po pół godzinie jazdy dotarliśmy na lotnisko w Dusseldorfie. Wzięłam walizki i zaczęłam przepychać się do odprawy bagażowej. W końcu doszłam do niej. Na szczęście cała kolejka się rozładowała i dotarłam do stanowiska. Podałam paszport i bilet.
- O ale pani bilet został przebookowany na klasę biznes.
- Co ? - spytałam się z miną łatafak - Manuel - wysyczałam pod nosem - tak, wszystko się zgadza.
- To dobrze. Proszę się już odprawić, gdyż samolot startuje za pół godziny - odebrałam wszystko i podeszłam do taty.
- To pa tatku. Mam nadzieję, że dacie radę beze mnie dwa tygodnie.
- Jasne kochanie i uważaj naprawdę tam na siebie.
- Kocham cię - pocałowałam go w policzek.
- Ja ciebie też maleńka - odeszłam w kierunku odprawy machając tacie na pożegnanie ręką. Oczekując na check-in siedziałam na stołku w barze i piłam ciepłe kakao, czyli coś co uwielbiałam robić w zimne, niedzielne poranki. W uszach miałam słuchawki, w których pobrzmiewał ciepły głos Kate Walsh. Przymknęłam na chwilę oczy, następnie wypiłam kakao i poszłam w kierunku wejścia do samolotu, które zostało właśnie otwarte, na sam początek została puszczona biznes-class, w której znalazłam się ja, ku mojemu zniesmaczeniu. Odłożyłam torbę na bok i wyjęłam słuchawki oraz telefon. Obsługa dała mi poduszkę i koc. Zdjęłam płaszczyk i przypięłam się pasami. Po 10 godzinach lotu byłam w Sao Paulo. Z torebki wyjęłam ciuchy na zmianę i się przebrałam. Potem odebrałam bagaż i poszukiwałam Manuel'a.
- Nina !
- Beniu ? Co ty tu robisz ? - spytałam się przyjaciela.
- Przyjechaliśmy z Julianem po ciebie.
- Mówiłam, żebyś dał sobie spokój z tym swataniem. Ja i Julian nie będziemy razem.
- Zobaczysz, że będziecie. Nigdy nie mów nigdy.
- Bieber'a się nasłuchałeś i farmazony pierdolisz - powiedziałam, patrząc na mojego przyjaciela z powątpiewaniem.
- Nina idź się lecz do psychiatryka.
- Boją się mnie tam - zrobiłam minę wariatki. Howdes wziął walizki i spakował je do bagażnika.
- Co tak długo ?
- Uciekaliśmy przed FBI i musieliśmy zmienić imiona na Julio Fernandez - powiedziałam z sarkazmem - a co na lotnisku można robić ?
- Nina bądź miła.
- A nie jestem ? - zrobiłam minę aniołka i wsiadłam do tyłu. Po godzinie drogi byliśmy w ośrodku. Był umiejscowiony nad morzem. Obok niego był stadion Santosu i kilka boisk treningowych. Wysiadłam i wzięłam walizki, po czym popędziłam w kierunku recepcji jednakże zatrzymały mnie szklane drzwi w które wpadłam z rozmachem, po czym się odbiłam i upadłam na tyłek - te drzwi mają u mnie minusa.
- Mogłaś przecież patrzyć na nie.
- Po co ? Chyba są w jakimś celu rozsuwane automatycznie ?
- Ale chyba nie są przystosowane do czegoś, co ty zrobiłaś.
- Widzisz on trzyma twoją stronę Beniu, co potwierdza moje zdanie.
- Oj Nina, dałaś popis - z hotelu wyszedł Manuel.
- Zamknij się glonojadzie - powiedziałam po czym obróciłam się na pięcie i weszłam do hotelu. Odebrałam kluczyk od pokoju i poszłam do niego. Rozpakowałam się, umyłam z podróży i zeszłam na dół, gdzie była kolacja. Upolowałam jogurt i łyżeczkę, po czym wróciłam do siebie. Zjadałam to co wcześniej wzięłam i z nudów przebrałam się, a nastepnie poszłam nad basen.
- Ozil ! - pisnęłam na widok mojego przyjaciela - Ozilek ! Maleństwo moje ! Mesuciątko! - mocno przytuliłam pomocnika.
- Oj Nina, nie wiele się zmieniłaś, może trochę urosłaś, ale nic więcej. Wciąż jesteś tym samym świrem.
- No fiem ! - wykrzyknęłam.
- Dwa tygodnie tutaj z tobą będą szalone.
- Najlepiej być pojebanym przez całe życie. Bierz przykład ze mnie ! Przy okazji wyrzuć to świństwo - wskazałam głową na papierosa.
- Proszę cię Nena nie zachowuj się jak moja mama.
- No dobrze - jeszcze raz przytuliłam gracza Realu - tęskniłam za tobą i za nazywaniem mnie Nena.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz