Kiedy wysiadłam z samochodu brata w rodzinnym Gelsenkirchen od razu zrobiło mi się lepiej.
- Tęskniłam za tym miastem, a ty Manuel ? - spytałam się brata chowając nos w szalik.
- Ja też, ale bywam tu częściej niż ty - klepnął mnie w plecy, na znak, abym weszła do domu.
- Wiesz, że to był ostatni rok mojej nauki i musiałam się postarać - mruknełam, zdejmując kurtkę, czapkę, szalik i rękawiczki. Rzuciłam je na krzesło, a buty postawiłam pod kaloryferem - hej mamo - przytuliłam rodzicielkę.
- Hej kochanie - dostałam buziaka, po czym moja mama poszła przywitać mojego brata - myjcie ręce i siadajcie do obiadu.
- Okej - w podskokach pobiegłam do łazienki, umyłam ręce i wytarłam się w Manuel'a, po czym, wpadając na ścianę na zakręcie, pobiegłam do salonu - hej tatku - pocałowałam moje tatę w policzek.
- Ninka, kochanie i jak tam ?
- A dobrze, zdałam na 5. Teraz wróciłam tu. Manuel później przyniesie moje rzeczy.
- Później mam iść z kumplami z Schalke.
- To zaniesiesz i pójdziemy.
- Ja idę, nie ty Nina.
- Oł ryly ? - uniosłam brew - panie bramkarzu pobił pana ktoś kiedyś ?
- N, nie boje się ciebie - wystawiłam mu język i zajęłam się jedzeniem. Po obiedzie umyłam zęby i zmusiłam mojego brata do przyniesienia moich rzeczy. Następnie wymusiłam jeszcze na nim, żeby wziął mnie ze sobą na spotkanie ze swoimi kolegami - Nina jak coś odwalisz, to ci twoją gitarę wepchnę do tyłka.
- Mrauu braciszku, nie tak ostro - poruszyłam brwiami, a Manuel wepchnął mnie do śniegu - Menda - powiedziałam pod nosem, otrzepując ubranie ze śniegu, po czym zlepiłam śnieżkę i trafiłam centralnie go w głowę, następnie przyspieszyłam, i zrównałam się z nim krokiem.
- Tu - popchnął mnie w kierunku jakiegoś baru.
- Bardzo miłe miejsce - prychnęłam.
- No hej Neuer ! Wreszcie dotarłeś - powiedział jakiś gracz z sarkazmem, na widok mojego brata.
- Przepraszam, dzisiaj uczepiło mnie się to coś - wskazał na mnie głową, za co kopnęłam go w kość piszczelową.
- Jeszcze raz tępa pało nazwiesz mnie coś, a zrobię ci coś o wiele gorszego niż ty mi chciałeś - powiedziałam z wrednym uśmieszkiem.
- To poznaliście moją siostrę - Manuel rozmasowywał swoją kość i usiadł koło tego, który go powitał - Nina bądź miła dzisiaj. To jest Benedikt - wskazał na jego sąsiada - To Lars - gościu miał niezły zarost, ale wyglądał, na miłego - Sergio - był Hiszpanem, na pewno - Atsuto - trochę Japonii - Chris i na koniec Julian - spojrzałam na chłopaka, który nie wyróżniał się jakoś bardzo wyglądem, ba mógł uchodzić za niezbyt przystojnego, ale serio ludzie miał w sobie to coś, coś co chciałam odkryć. Przygryzłam wargę.
- No a ja jestem Nina. Wy jesteście wszyscy piłkarzami, a ja początkującą piosenkarką łamane na gitarzystką. Dlatego ten - wskazałam głową brata - jeszcze się mnie boi, bo wie, że mogę mu moim instrumentem przywalić - i na tym skończył się mój udział w ich rozmowach. Potem położyłam głowę na blacie i co jakiś czas piłam piwo. Kiedy planowałam papierkiem strzelić Benediktowi między oczy zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił mój chłopak Patrick. Poderwałam się z miejsca i wypadłam na zewnątrz, potrącając, jakiegoś chłopaka w wejściu.
- Hej kochanie - byłam cała w skowronkach.
- Hej Nina - powiedział Pat sucho.
- Co się stało ? - Mina mi zrzedła.
- Powiem prosto z mostu. Znalazłem sobie inną dziewczynę. Pa - rozłączył się, a ja ze złości cisnęłam telefon w ziemię, przez co rozleciał się na kawałeczki, w łzach pozbierałam go i weszłam do środka.
- Płaczesz, bo coś się stało, czy przez to, że rozwaliłaś telefon - pokręciłam głową i szybko dopiłam piwo, po czym poprosiłam o drugie, Manuel dziwnie na mnie spojrzał, wiedział, że po dwóch piwach jestem upita i do tego nie lubię piwa - siostra, może...
- Zamknij się - warknęłam - czasem trzeba się upić, a po zerwaniu jest akurat okazja do tego.
- Patrick z tobą zerwał ?
- Tak - powiedziałam, a łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
- Weź Nina nie przejmuj się nim - powiedział Lars
- Znajdziesz innego - Chris pogłaskał mnie po ramieniu.
- Na przykład takiego Juliana - Benio powiedział z uśmiechem na twarzy, a ja się zaśmiałam.
- Dziękuję, za słowa otuchy, ale sądzę, że nie wytrzymałby ze mną dnia. Jestem trudnym ludziem do życia.
- Potwierdzam - mój brat mnie przytulił.
- Wiecie co ja wrócę do domu.
- Trafisz ? - spytał się Manu.
- Eee - jęknęłam.
- Julian cię odprowadzi - Benedikt zaczął ruszać zabawnie brwiami, a ja poklepałam go po głowie.
- Lecz się. Swatka z ciebie żadna.
- Ale chyba przecież Draxler może cię odprowadzić, jeszcze zginiesz gdzieś w zaspie.
- Dziękuję za troskę - wstałam - jak chcesz, to możesz mnie odprowadzić - powiedziałam do chłopaka. Wyłapałam z rozmowy, że był pomocnikiem.
- Jasne - usłyszałam jego głos. Do domu szliśmy w milczeniu, ale była to taka cisza, która nie krępowała.
- Dziękuję. To do zobaczenia - popatrzyłam się na niego i nie licząc się ze wszystkim pocałowałam go w usta, po czym zwiałam do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz